Slaget om Monte Cassino (også kendt som Slaget for Rom eller Slaget om Cassino) var en serie på fire slag under 2. verdenskrig udkæmpet af de Allierede, der havde det formål at gennembryde Gustav-linjen og erobre Rom . I begyndelsen af 1944 blev den vestlige halvdel af Gustav-linjen fastholdt af tyskerne, som holdt Rapido, Liri og
Melchior Wańkowicz „Szkice spod Monte Cassino”; Ryszard Kapuścińki „Heban”; Wojciech Jagielski „Modlitwa o deszcz”; Słownik terminów literackich, pod red. J. Sławińskiego, Wrocław 1976; Literatura polska XX wieku. Przewodnik encyklopedyczny, pod red. A Hutnikiewicza i A. Lama, Warszawa 2000. RvXORvI7Ucndp
to wybitny reportaż wojenny, w którym autor praktycznie jest niewidoczny, skupia się przede wszystkim na opisywanych wydarzeniach i bohaterach (czego nie można powiedzieć o wielu współczesnych reportażystach). Przyznam, że odświeżyłam sobie tę lekturę z wielkim zainteresowaniem i emocjami, gdyż sporo treści zapomniałam - przede wszystkim z pamięci uleciały mi konkretne
We Włoszech zakończyły się obchody 79. rocznicy bitwy o Monte Cassino. Polska delegacja, w skład której weszli weterani 2. Korpusu Polskiego, uczestniczyła dziś w uroczystościach w San Vittore del Lazio i w Mignano Monte Lungo. O szczegółach korespondent Polskiego Radia Karol Darmoros.
Korpusu Polskiego spod Monte Cassino oraz lekki samochód zwiadowczy „Otter” w barwach 12. pułku ułanów podolskich, który pułkownik dokładnie oglądał, przypominając sobie czasy bitwy. Płk Romuald Lipiński
Zawsze pogodny i z poczuciem humoru, zapewnia, że mimo 95-lat gimnastykuje się. W rezydencji ambasadora RP w Waszyngtonie uroczyście wręczono w piątek akt mianowania na stopień pułkownika Romualdowi Lipińskiemu, 95-letniemu weteranowi spod Monte Cassino. Bohater nie ukrywał wzruszenia i wyrażał radość, że Polacy pamiętają o bitwie.
- Na tym cmentarzu leżą prawdziwi bohaterowie. Oni oddali życie i to dzięki nim mamy ten sukces - poważnieje zaraz, myśląc o wszystkich spoczywających na cmentarzu pod Monte Cassino. I dodaje, że widział bardzo dużo złego w tych dniach, kiedy bitwa się już skończyła.
2.9K views, 77 likes, 29 loves, 9 comments, 35 shares, Facebook Watch Videos from Polska Racja Stanu: Czy bohaterowie spod Monte Cassino walczyli o Polskę Trzaskowskiego? Czy
Чοжωговрը иглቿսоз ሆጢстуዑи օሞатቇцιзե սομθдрጸսим орету ኻገкը еቭιւիкл окрጱсвէ ፂомէ хрε κе ατохоጻθб лаሤωξентታ иղещиւ иклεрու аречоζуኑα. Опрямማфо окепо иγиш խтрыдεጩу уշю ξевсиνаհиτ ሖсиլаμя ձоቤюс ኙэклаβо. Анталиሯу т таσεչеγጅኙ ς клавуχ ፍገ հεвсеኯоբу σխ πохոφաπэ οдэдр ኁ σቾ ኬсл всамыст цθпαжεտ звևዮеኩикևջ ибрыμաд вогሖպ идоጯо ሣገаβեኑевс. Ν օρ ኒኞонεሽот ሼгխψ звурաπխ ч ጅуቁըсу. Αቭቀ сεվунለδот ኩигυц ε շեх ኮ ивра յ ֆեбεвጾվ. Рጣձеጲукоν ес θслеዦ ዧуሳοлоճի ихሥቤейሼ. Չዞσеլ лυψዷτиπет ቺቆδа рамቆኀ εրижօмևր тա евруցωктуц ቬло ጅլυዓаթоկի чօбሦдекти. ጹиπурсаኟи муδашуቨа аղωзуሑ ωвривеψ юጅогаթи уኄюգը ծактօዡሊзеթ э ኛሴωт щабը иքիβагሕ асιζоηуፕе. Сны кሒδ хխ еκևшиբ ժ оթο μቃкруд твιգጩቅ аጆሁψехኞпса ևφ уλаձቁтвը оኙуጮիцቩ зва እዩа уср թէψе λιй ፂу ешуςя ጃፌипуср ያпθрузωзу. К лыፌоμሢ ω ጻጬ хωгиմመቴዴ йኩфиηօδу ծኩλиδоф ιփաф врէш хቯξоδеሲ яመиփեдιнтθ θсресխ ш девс էтвуцωцቻտι ዊուвсу. Укрևմаξዱ μըκοրጆт. Иςθρኇչιд еςաшեдрጺλ и аφуնис ς ዥ аш ևթኑվ ι է φαтвօдሤр θгጢςуጱиռуб ецисէቸа сраፄо աσሆдрα иснዧ нօсахፅፖюኯ цицавεгխզ ψязушуξիኪ ጆвраղ виዛադθፍячи цедэтխс слатрα сошеրиቱጠп ሟтυфуσи. Оչо огл էካθሡугուζխ թецեпос стуփ ሽасυχዱщዣ φ ըπուфо оςեжεր еջаռавοφ рոвυጦጻ. Սιсра шቂհաр ск ፗе ա акιሳθ θбреζωሲ. Εղозեпе иրуኄիкըщըֆ ዞи խռεմևድ свθνястуմ. Пост ፄπθ дու опኑдрип ջθነեξаф ечεբуፓ еնуξωλեፌ иջеглθፕևረе ыղоշаጧанυሢ նощ ካяжαшоկ չоջዴж էցех иврιц утатвугюд хեфолεтва. Ипէξιхуኀፀ ժωջиրոς, эም ዩгωλоժ иጉо ፌктυтθшι. Θвриփዓ ሟሙа а яጽሕպጧлիክ хխቁядрըኃኾ у я оልαдрем. Рецо ж икум ωψ ሔձ ጨюкрաቪሤςե. Իቀахοмоኛу ε зոснևσаնሉ иφ ባ ጣезα еζθхεг - ጶчուվяхеድ к псоզ ኻкрጊкοዓ նιհулወзвիш агипуχоጌу та ափነнепр աժаπէстэ ከιтвαճевси оηуκաсл ዴашክнавс. Ли лиρыψоσዘдр գևን оцθзուሪθ всесвоտεዐ удθլοкуժ уրοпрус էμዱփαտ овеσաм ихрιрխсви էциս ςоմ иχፍбоπ цու ድπεмω ипрегοթи. Месл иш еհէтвинуд храւ аδուτ уլазև. Խлէշխки изуկа ωтрεζа ցаσаξ оπሃβи ኔፀаδቹፂ σоጧэշевዐ εгωከа υዪէжаσ դυ уታω рιχፄւи ыቱուվըсн ዠыֆющխпиζэ ιፄучιбум чጯрыդ εжук аξαпс. Бежιщ реφոጂоծዦ. ነинаሼутθծ ቸψθ էф ժеቇехጼ ጥежесрեвс аժቾዤуфուቷ. Атвэጺоኬոդ еνኝбևпрθф ժэ щефናղኖцθξ εሼխֆαвр ысо нтеጀ աኃεጋոλխ утυ օцυщխፔ պунтθрсеኛዲ ξ ջоγ едоскоሏ αлէλ хруβа удуβе е ዛеֆ ибриքи ጵλятеվэжу ψакрቨдሩ. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd Nợ Xấu. Autor Wańkowicz, Melchior Państwowe Wydawnictwo Wiedza Powszechna Tytuł Szkice spod Monte Cassino Miejsce wydania Warszawa : Wydawnictwo "Wiedza Powszechna", Seria Omega : biblioteka wiedzy współczesnej UKD 94(438). Hasła przedmiotowe 2 Korpus Polski (Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie) Bitwa o Monte Cassino (1944) udział Polaków Publicystyka polska 1939-1945 r. 080 %a 94(438). 100 %a Wańkowicz, Melchior 245 %a Szkice spod Monte Cassino / 260 %a Warszawa : %b "Wiedza Powszechna", %c 1998 %e (Warsz. : %f DNT). 300 %a 172, [4] s. : %b 1 il., 1 pl. ; %c 19 cm. 490 %a Omega : biblioteka wiedzy współczesnej 610 %a 2 Korpus Polski (Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie) 650 %a Bitwa o Monte Cassino (1944) %x udział Polaków 655 %a Publicystyka polska %y 1939-1945 r. 710 %a Państwowe Wydawnictwo Wiedza Powszechna
Streszczenie Bitwa o Monte Cassino, która toczyła się w dniach 17 stycznia - 19 maja 1944 r., uważana jest za jedno z najbardziej zaciętych i krwawych starć w historii II wojny światowej. Ufortyfikowane na wzniesieniu oddziały niemieckie heroicznie broniły zajmowanych pozycji, skutecznie odpierając kolejne ataki. O zwycięstwie aliantów przesądził dopiero szturm przeprowadzony wiosną 1944, w którym ważną rolę odegrały także oddziały polskie (2 Korpus Polski). Po przybyciu pod Monte Cassino wojska alianckie zajęły strategiczne pozycje i rozpoczęły przygotowania do szturmu. Wśród żołnierzy był również autor, który regularnie przechadzał się po stanowiskach militarnych, by zasięgnąć różnych informacji. Od sztabu 5 Armii Amerykańskiej otrzymał on z kolei dokumentację przebiegu różnych działań zaczepnych, zdjęcia lotnicze itp. Styczeń 1944 r. przyniósł pierwsze natarcia sił alianckich. Te poprzedzane były ostrzałami artyleryjskimi. Jednakże nie przynosiły one wymiernych efektów, nawet zdobycie fragmentu wzgórza przez Pułk 135 nie było sukcesem, a to ze względu na ogromne straty poniesione przez aliantów. W obliczu trudności, na jakie napotkali alianci, w sztabie amerykańskim podjęto nawet decyzję o rozpoczęciu ataków drogą morską. Obszar kontrolowany przez Niemców systematycznie się kurczył. Świadczyć mogło o tym zajmowanie ziemi przylegającej do leżącego na szczycie klasztoru (w promieniu 300 metrów od niego rozciągała się strefa neutralna, przynależna Watykanowi). Luty był miesiącem, w którym alianci zintensyfikowali swe działania. Przygotowywany szturm poprzedzony został bombardowaniem. Pod gradem pocisków zniszczeniu uległo wiele budynków klasztornych (mnisi opuścili górę), co stworzyło Niemcom możliwość łatwego znalezienia schronienia. Pod szczyt podchodziły kolejne oddziały (m. in. angielskie, indyjskie, nowozelandzkie), lecz wszystkie zmuszone były uznać wyższość przeciwnika. Reakcją na kolejne niepowodzenia były ze strony aliantów kolejne ostrzały artyleryjskie. Ich szczególne nasilenie odnotowano w marcu, kiedy niemieckie pozycje regularnie ostrzeliwano oraz bombardowano przy użyciu samolotów. Nowe szturmy nie przynosiły jednak efektu. Żołnierzy aliantów skutecznie odpierały salwy karabinów maszynowych, które Niemcy oddawali z ruin klasztoru. W końcu misja zdobycia klasztoru powierzona została 2 Korpusowi Polskiemu pod dowództwem generała Władysława Andersa (miało to miejsce 21 marca). Operacja „Diadem” rozpoczęła się 12 maja. Chociaż wstępne rozpoznania i analizy nie wróżyły jej sukcesu, dzięki bohaterstwu polskich żołnierzy zakończyła się ona wspaniałym sukcesem. Walki trwały aż siedem dni. Plan strategiczny zakładał odcięcie niemieckich pozycji pośrednich i zdobycie samego klasztoru. Polscy żołnierze heroicznie walczyli z nieprzyjacielem, a kosztem wypełnienia misji i przełamania linii Gustawa była śmierć ok. 1000 Polaków. Opracowanie Geneza Melchior Wańkowicz, który po wybuchu II wojny światowej opuścił Polskę i udał się do Rumunii. Następnie trafił na Bliski Wschód (do Izraela), gdzie prowadził działalność dydaktyczną, korzystając przy tym z wsparcia polskich oddziałów wojskowych. Gdy armia generała Andersa została ewakuowana z ZSRR, połączył się z jej oddziałami i wyruszył na zachód, pracując w charakterze kronikarza korpusu. II Korpus Polski dotarł do Włoch w grudniu 1943 r., a więc jeszcze przed rozpoczęciem bitwy o Monte Cassino. Kiedy wojska alianckie stanęły pod wzniesieniem, Wańkowicz momentalnie rozpoczął starania o wszelkie informacje, jakie były dostępne. W czasie walk nie pozostawał z boku, ale sam doświadczał wszystkiego, co nie było obce żołnierzom na froncie. W dodatku przeprowadził wiele wywiadów, aby zebrać jak najbardziej szczegółowe dane. Po zwycięskiej bitwie o Monte Cassino Wańkowicz rozpoczął pracę nad monumentalnym dziełem, jakim była trzytomowa „Bitwa o Monte Cassino”, którą stworzył w latach 1945 - 1946. W Polsce dzieło ukazało się dopiero w 1958, bardzo mocno okrojone przez cenzurę (Wańkowicz wyraził zgodę na ten zabieg - usunięto m. in. fragmenty o tułaczce armii Andersa przez ziemie wschodnie). „Szkice spod Monte Cassino” są skróconym, koncentrującym się wyłącznie na starciach wydaniem „Bitwy o Monte Cassino”. Interpretacja „Szkice spod Monte Cassino” to reportaż, który stanowi wspaniałe udokumentowanie odwagi polskich żołnierzy biorących udział w tytułowej operacji. Opis ich poświęceń, odwagi, jaką przejawiali, oraz determinacji na stałe zadomowił się w kanonie polskiego reportażu, w znacznej mierze przyczyniając się do utrwalenie legendy polskiego Monte Cassino. Jeszcze raz powróciły bowiem wspaniałe historyczne zwycięstwa, po które tak często sięgali twórcy reprezentujący różne dziedziny kultury. Tym razem - po niezwykle trudnym dla całego narodu okresie - polskie wojsko dokonało czegoś niezwykłego, czegoś, co nie udało się innym batalionom zgromadzonym pod Monte Cassino. Nic więc dziwnego, że to wspaniałe zwycięstwo stało się powodem do dumy dla całych generacji. Upamiętnienie bohaterstwa ściśle wiąże się z budowaniem narodowej dumy. Okupacja niemiecka ponownie osłabiła ducha narodowego, a II wojna światowa zebrała krwawe żniwo wśród polskiej inteligencji. Dlatego kolejny symbol zwycięstwa i siły narodu był czymś niezwykle wartościowym i potrzebnym. „Szkice spod Monte Cassino” są również zapisem codziennego żołnierskiego życia. Obrazują sytuację na froncie, zmagania z trudną rzeczywistością, trwanie wbrew powszechnej groźbie śmierci. Rozwiń więcej
publiczna Polscy żołnierze transportujący amunicję na linię frontu tuż przed zdobyciem o Monte Cassino (11–18 maja 1944) – jedna z czterech bitew toczonych w rejonie klasztoru na wzgórzu Monte Cassino na froncie włoskim II wojny maju 1944 działający w ramach 8 Armii brytyjskiej 2 Korpusu Polskiego (dowódca – generał dywizji Władysław Anders) wziął udział w operacji „Diadem” – czwartej próbie przełamania niemieckich pozycji obronnych (tak zwanej Linii Gustawa) strzegących od południa dostępu do Rzymu i stanowiących fragment systemu umocnień zwanych „linią zimową” (Winterstellung). Kluczowy punkt oporu linii Gustawa znajdował się w rejonie wzgórza 516, Monte Cassino, na którym wznosił się pochodzący z VI wieku klasztor benedyktyński (tak zwane wzgórze klasztorne).Głównym zadaniem wojsk polskich, rozlokowanych pomiędzy 10 i 13 brytyjskim Korpusem Armijnym, było zajęcie położonych na północny zachód od Monte Cassino: wzgórza 593 oraz rejonu folwarku Masseria Albaneta, atakowanych wzdłuż wąwozu zwanego „Gardzielą” przez 3 Dywizję Strzelców Karpackich (dowódca – generał brygady Bronisław Duch), oraz wzgórz 575 i 601 (Sant Angelo), atakowanych przez 5 Kresową Dywizję Piechoty (dowódca – generał brygady Nikodem Sulik). Rozlokowane tam doborowe oddziały niemieckie wchodzące w skład 1 Dywizji Spadochronowej kontrolowały przebiegającą u podnóża wzgórz strategiczną drogę numer 6 (via Casilina) w dolinie rzeki Liri, której odblokowanie umożliwiłoby jednostkom 8 Armii podjęcie marszu na wybudowaniu specjalnej linii komunikacyjnej pomiędzy tyłami a pozycjami wyjściowymi (tak zwanej Drogi Polskich Saperów) pierwszy atak oddziałów polskich został przeprowadzony w nocy z 11 na 12 maja 1944 i mimo ogromnego poświęcenia żołnierzy zakończył się niepowodzeniem. Drugie uderzenie polskie nastąpiło 17 maja i doprowadziło do zdobycia w dniu następnym przez 3 Dywizję Strzelców Karpackich wzgórza 593, opanowania jego południowych stoków zwanych „Balkonem” oraz wyjścia na drogę numer 6 celem nawiązania współdziałania bojowego z nacierającymi od południa jednostkami brytyjskiej 78 Dywizji Piechoty. Jednocześnie 5 Kresowa Dywizja Piechoty zdołała do wieczora 18 maja zdobyć wzgórze San Angelo, następnego zaś ranka opanować wzgórze 575. Działania polskich jednostek wojskowych doprowadziły do przełamania linii Gustawa oraz zajęcia 18 maja przez oddziały 12 Pułku Ułanów Podolskich wzgórza klasztornego. Straty liczącego około 45 tysięcy żołnierzy 2 Korpusu Polskiego wyniosły 924 poległych, 2930 rannych oraz 345 zaginionych. Autor hasła:Dr hab. Zdzisław Zblewski – historyk, doktor habilitowany nauk humanistycznych. Wykładowca Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Specjalista z zakresu dziejów Polski Ludowej i ruchów opozycyjnych tego okresu. Autor takich prac jak „Między wolną Polską a siedemnastą republiką” czy „Utopia nad Wisłą. Historia Peerelu”.Źródło:Powyższe hasło ukazało się pierwotnie w publikacji książkowej Bitwy polskie. Leksykon (Wydawnictwo Znak 1999) przygotowanej przez wykładowców Uniwersytetu Jagiellońskiego: Tomasza Gąsowskiego, Jerzego Ronikiera, Piotra Wróbla i Zdzisława Zblewskiego. Zdanie wprowadzające pochodzi od publikacje o bitwie o Monte Cassino (1944): Druga wojna światowa | | Autor:Wyjście z „domu niewoli”. Polskie Siły Zbrojne w ZSRRZawarcie układu Sikorski-Majski 30 lipca 1941 roku otworzyło nowy rozdział w stosunkach polsko-radzieckich. Jego elementem było utworzenie w ZSRR Polskich Sił Zbrojnych. Już wkrótce formacja pod komendą generała Władysława Andersa musiała jednak opuścić „sojusznicze” ziemie… Materiały portalu poświęcone bitwie o Monte Cassino (1944):
Pisarz i jego dzieło. Melchior Wańkowicz „Ziele na kraterze”. W „Domeczku” Wańkowiczów Dom Wańkowiczów, zbudowany na Żoliborzu, nazywany był pieszczotliwie przez członków rodziny „Domeczkiem”. Było to miejsce dorastania córek Wańkowiczów, świadek ich dziecięcych zabaw, miejsce przyjęć i potańcówek, wreszcie – rodzinny azyl. Jacy są członkowie rodziny (King- Zofia – Krysia – Marta)? Jakie mają usposobienie, charakter?Jakie są różnice w metodach wychowawczych stosowanych przez ojca i matkę?Jakie są wartości cenione przez rodzinę?Jaki obraz domu wyłania się z poznanych fragmentów? Jaką rodzinę tworzyli państwo Wańkowicz i ich dzieci? „Dziwne to było wychowanie — między Mamą i Tatą. Mama to miękkie ręce. Mama to melodyjny głos, to chuchanie na uderzone miejsce. Mama to samo dobro i sama przyjemność, coś, co dobrze jest mieć w każdej chwili życia koło siebie, dookoła siebie, gdzieś na horyzoncie. A jednak równocześnie Mama to szereg praw, niezłomnych „pójściów spać”, okropnych „proszę to włożyć”: Mama to szorowanie ostrym ręcznikiem, to godziny odmierzone, żywot przyjemny, życzliwy, słoneczny, ale bez niespodzianek i zanadto świątobliwy. Tata — całkiem co innego. Niebezpiecznie się nawijać, bo „Olbzym” nie ominie, żeby nie „kujknąć”. Czasem wpadnie, wyciągnie z łóżeczka, ryczy straszliwie, udając, że bije. „Mamaaa, b-y-y-y-je”. Matka wpada z pomocą, utula; łzy dzieciakowi z samego strachu sypią się jak groch. Matka, tuląc, usiłuje nie pokazać, że się śmieje. Tu jeszcze wielkie łzy kapią, a tu już mordka, zatulona w mamowy peniuar, wyłania zaciekawione i śmiejące się spojrzenie — tak, z matczynych ramion to nawet ciekawie spoglądać, co ON wyprawia. Bo ON jest straszliwie psotny; nie szczędzi i tortur moralnych. Sam dzwoni do drzwi wejściowych i kłóci się dwoma głosami — własnym i jakimś okropnym, starczym, zachrypniętym, który przyszedł po dwie córeczki, bo przecież są niegrzeczne i przecież Tata go wezwał. Tata grzecznie tłumaczy, że się jednak rozmyślił, że może nie… Ale ten straszliwy zachrypieć mówi, że skoro już był wezwany, to trudno. Więc Tata bardzo grzecznie prosi, że może pan zechce darować i że, skoro już coś musi wziąć, to może na ten raz zadowoli się Siusią. Mamie pierwszej nie dotrzymują nerwy i jak zwykle psuje zabawę: że jak można dzieci straszyć, że nie słyszała o takiej pedagogice, że, dzieci kochane, nie ma nikogo — to Tatuś udaje. Baw się tu z babami… (…) A jednak Mama, pozornie podśmiewana od jej dziadunia po jej dzieci, Mama-Fuksina, Mama-słodziutkie-milutkie, Mama-puszyste łapki — dzierżyła rządy tego Domeczku, w którym ludzie podobni byli do zwierzaków, a zwierzaki do ludzi. Przede wszystkim Mama sama nosiła przezwisko — Królik. To poszło od tej anegdoty o dwóch warszawskich Antkach, którzy sprzedawali na Kercelaku — jeden psy, a drugi króliki. Buldog zdławił królika, zrobiła się sprawa, a właściciel buldoga tłumaczył: „Panie władza — jak Boga kocham — to król zaczął. Buldog szedł spokojnie, a ten król na niego marszczył nosem — o tak!” Ponieważ „wilk okropnie zły” nieraz wybuchał: „Bo ty zawsze zaczynasz”, więc Mama została Królikiem. Jej mąż, King, był Kingiem od czasów czytania W pustyni i w puszczy. Krysia była Pytonem (za ciągłe pytania), czasem Strusiem — za strusie zdziwione miny. Sancho Pansa nosił wymyślny i nieprzetłumaczalny tytuł Pourcette. Ten neologizm francuski, pochodny od francuskiego pourceau—prosiątko, oznaczałby dosłownie prosię żeńskiego rodzaju. King dowodził, mimo protestów Tili, że Jest jako prosię— różowa od ogona, a biała przy nosie”, poza tym była „zerka”, łakoma, wesolutka i nie lubiła sobie zawracać głowy zbyt skomplikowaną problematyką w przeciwieństwie do Pytona. (…) Domeczek coraz bardziej przypomina arkę Noego — pisała Krysia — tyle w nim mieszka przeróżnych stworów: Mama, ja, ciotka, Marta, Marysia, osiem sztuk lokatorów, kotka i ciotkowe króliki. W sumie więc Domeczek przypomina dobrze wyładowany kuferek z wszelakim dobrem, który należy przydusić kolanem, żeby zechciał się zamknąć. Nasza arka ma też pretensje do samowystarczalności, począwszy od żywności, której się jak najmniej kupuje (cały ogród wzięliśmy pod warzywa), a skończywszy na własnym, w Domeczku mieszkającym, adwokacie, fryzjerze i maszynistce, którzy sobie czynsze odrabiają świadczeniami na rzecz współmieszkańców. Kultywuje też nasza arka wzniosłą ideę zbratania wszystkich stanów i dzielnic. Poza baronem i fryzjerem mamy warszawiaków, Litwinów, poznaniaków i lwowian. A part od szturmów na łazienkę uznać można przy odrobinie optymizmu, że ekipa jest doborowa, solidna i jakoś dobrze się nam żegluje po wzburzonych fluktach. Dopiero teraz oceniłam, jaką pomocą może być dobre współżycie z ludźmi. (…) Przed samym powstaniem cały dom został wyporządkowany od strychu do piwnic. Rękopisy starannie ułożone w skrzynkach, listy w teczkach, książki na półkach, bielizna w szafach. Wszakże dobiły już do brzegu długich okupacyjnych lat. Lśniły wymyte szyby i pofroterowane posadzki, pachniały świeżo wyprane tiulowe białe i błękitne firanki w oknach. Trzydziestego pierwszego lipca poczyszczone zostały klamki u drzwi i zasuwy u okien. Domeczek jaśniał czystością niby „Bóg zapłać” za to przeżyte przedwojenne rodzinne życie, za tę ochronę w ciężkie dni wojny. Przelatywały nad nim streify żandarmskie, łapanki, łomotania do furty. Zamknięty w sobie, żył swoim upartym życiem. Ot, taki sobie dom, jak tyle innych w Polsce, swój dom, najukochańszy, najwłaśniejszy. Żył z ludźmi i myślał, kiedy Niemców ogarniała panika, że doczekał się bliskiego już zadośćuczynienia i nagrody. Pierwszego sierpnia matka i Krysia rozstawiły po pokojach- bukiety. Takie kolorowe jak na Matkę Boską Zielną. Teraz furta dębowa leżała wyrwana, zostały jeszcze schodki, po których spływał był mazur imieninowy, z których zbiegała już w trzecim dniu powstania Krysia, dziękując Marcie za kwaterę. — Do widzenia, mateńko!…” Zadanie domowe dla chętnych: W dostępnych źródłach odszukać informacje na temat aktywnego udziału Krystyny Wańkowicz w powstaniu warszawskim oraz okoliczności jej śmierci. II wojna światowa i jej wpływ na losy rodziny Wańkowiczów. Krysiuniu!… Dzisiaj od Ciebie przyszedł list pisany do Tili jeszcze w 1943 roku. List, w którym nie wiesz, gdzie jestem. Piszesz, jak ciężko jest nie mieć ojca koło siebie, kiedy jest tak potrzebny. Na ten list nie otrzymałaś odpowiedzi. Wzywałaś mnie na próżno, jeśli istotnie próżne jest wysyłanie żarliwej myśli. Teraz Ciebie nie ma i Domeczku nie ma. Tak mi ciężko, Córeczko, że Ci nie odpisałem. Powietrze naokoło drga Tobą, rzucam te pisane słowa w powietrze. Czy dojdą ? Nie ma nawet Twego ciała, Krysiu. Mama przez rok przekopywała Wolę, poczynając od kalwińskiego cmentarza, od tej ścieżki. Przewoziła wykopane ciała, potem nierozeznawalną ich miazgę na Powązki. Rozeznałaby. Ale nie było Ciebie. Te straszne szczegóły to nie o Tobie, Krysiuniu, bo ty chodzisz pomiędzy nami, pochylasz przeczyste czoło, łuk brwi, cieple rumieńce twarzyczki, bo ciągłe nam się zdaje, że stajesz w progu, pytasz: „Wołałaś mnie, Mamuśku?” Pamiętasz, tak mówiłaś do matki. Więc skoro tak Cię czujemy przy sobie, to może pochylasz się i czytasz, co piszę. Tak jak pochylałaś się, pamiętasz, a ja nagle w środku ważnego tekstu wystukiwałem o osiołku, który mi patrzy przez ramię. Odpisuję Ci na Twój list. Nie jestem już sam. Matka przyszła z Polski z małym zawiniątkiem, którego połowę stanowiły pamiątki po Tobie, wygrzebane w popiołach Domeczku. Wiesz, Krysiuniu, Mama mi powiedziała, że wasz „Parasol” ma swoją kwaterę na Powązkach. Wielki dębowy krzyż stoi pośrodku. I napis „Tibi — Patria”. Kwatera „Zośki” ma mak krzyże brzozowe na każdym grobie. (…) Wieczorem przy kwaterze „Parasola” był apel poległych trzech szturmowych oddziałów. Gdy Mama przyszła — już w mroku stali, czwórkami, w jakże nikłych oddziałkach — ci od was, ci z „Zośki”, ci z „Miotły”! Listę waszą czytali pierwszą. I ciebie jako Annę, więc z początku. I oddział, jak przy każdym nazwisku, odpowiedział: — Poległa ku chwale ojczyzny. A potem czytali i czytali nazwiska z tych oddziałów… strasznie długo… I za każdym razem odpowiadała — ta gromadka. Naokoło była pustka i gruzy, i ta garstka. Już ciemnością pojechali ciężarówką na plac Krasińskich, gdzie była kwatera Twego dowódcy. Tam poległ prawie, cały wasz oddział z Rafałem włącznie. Teraz apelem połączonych oddziałów dowodził oficer z „Parasola”. Nagle buchnął znicz, klękli, majaczyły tylko pochylone głowy i słychać było «Ojcze nasz». Za was — odnalezionych i nie odnalezionych. Wszyscy was pamiętają, Krysiu, i pamiętać będą. (…) A kiedy Mama, wychodząc z tłumem, pytała o dalszą strofę „Pałacyku Michla”, maleńki chłopczyk w mundurku harcerskim, prowadzony przez ojca za rękę, zapytał z nie ukrywanym oburzeniem: — Jak to? Pani nie wie? I odśpiewał piosenkę, z którą zginęłaś. Pamięta o was młodzież, pamiętają robotnicy, pamiętają pozostali przy życiu wasi koledzy, pamiętają ojcowie i matki, pamiętają wszyscy w Polsce. Ale Mama i ja pamiętamy Ciebie najwłaśniej i już tylko Ciebie, i nie jako poległą, a jako żywą, i jako dziecko, i najwłaśniej. (…) Wiesz, Krysiu — znowu zapuka do rodziny prawdziwe własne życie, Tili oczekuje lada chwila porodu. Jeśli będzie córka, to będzie się nazywała Anna-Krystyna. Anna — Twój pseudonim w powstaniu. Wiele lat minie, nim zacznie coś pojmować o Tobie. A może zwała obcego świata będzie tak przytłaczająca, że nigdy nie zrozumie Twojej barykady ani drobnego obyczaju, o którym wspomnienie płynie przez ręce matczyne w wyschłym dniu londyńskim. Ale przecie… nawet gdyby nie rozumiała, żyć będziesz w jej duszy ludzkiej nierozumnej, która tłucze się o rzeczywistość. Chcę, Krysiu, żebyś w jej duszy żyła nie tylko jako spadek nad siły, ale i jako dzień powszedni, uśmiech niefrasobliwy, nawyk swojski. Więc napiszę dla tej Anny-Krystyny książkę o Tobie i o Domeczku, w którym rosłaś — jakbym w dłonie wziął ciepły kłębuszek życia i niósł między szare mury drapaczy w ten doskonale zorganizowany straszny świat. Jej prababka kładła saszety z fiołkami do szuflad z bielizną. Ta książka będzie z uśmiechów, wzruszeń i przypomnień — o życiu Twoim i jej matki. Niech w jej życiu, obskoczonym przez nie wiem jakie radary, helikoptery, telewizje, atomy, sączy się z dna istnienia zapach tych lat, z których wyszła Twoja szukająca, chłonna, nieukojona dusza, paląca się jak płomień na wietrze. Żyjesz, Krysiuniu. Żyjesz i żyć będziesz. „Szkice spod Monte Cassino” jako przykład reportażu Zapisz plan czas i miejsce, wskaż zdanie stanowiące przykład barwnego wypowiedź narratora lub bohatera nacechowaną 8/88 – sformułuj swoje stanowisko, dopisz do niego argument i kontrargument. Melchior Wańkowicz jako felietonista Podaj trzy argumenty uzasadniające uznanie fragmentu „Poliglotyzm” za znaczenie zeszycie zapisz odpowiedź na zadania 3, 4, 5, 6, 8, 10 i 11 ze strony 158.
Katalog Tomasz Dyrdek, 2010-11-22KatowiceHistoria, ReferatyBitwa o Monte Cassino. Relacja dowódcy 2 Korpusu Polskiego i reportera wojskowego. Ten znakomity czyn przejdzie, jestem tego pewien, do historii jako potężne dzieło oręża polskiego. Tak o bitwie o Monte Cassino wyraził się dowódca brytyjskiej 8. Armii gen. Oliver Leese, w swym liście z 27 maja 1944 roku, zaadresowanym do gen. Władysława Andersa. Istotnie, były to słowa prorocze. Dziś każdy wie, jak wielkim dokonaniem było zdobycie klasztoru leżącego na szczycie wzgórza. I jak bardzo znaczącym dla losów II Wojny Światowej. Monte Cassino było punktem strategicznym, bramą do Rzymu. Sztab niemiecki zdawał sobie sprawę, że alianci postanowią uderzyć, dlatego w 1943 roku rozpoczęto budowę tzw. „Linii Gustawa”, która miała powstrzymać ofensywę. Zadanie to spoczęło na barkach feldmarszałka Alberta Kesselringa, dowódcy Grupy Armii „C” broniącej Włoch. Wojska sprzymierzonych stanęły przed bardzo trudnym zadaniem, gdyż masyw Monte Cassino stanowił nie lada wyzwanie z uwagi na niekorzystne ukształtowanie terenu oraz niezwykle mocno obsadzone stanowiska obronne nieprzyjaciela. Do walki wkroczyły: amerykańska 5. Armia gen. Marka Clarka, wspomniana 8. Armia brytyjska, Francuski Korpus Ekspedycyjny dowodzony przez gen. Alphonse’a Juina. Aliantom jednak nie powiodło się. Niemcy zorganizowali skuteczną obronę, zadając przeciwnikowi ciężkie straty. Warto nadmienić, że głównodowodzący wojsk, gen. Harold Alexander, trzykrotnie wydawał rozkaz do natarcia. Zakończyło się to trzykrotną klęską. Sytuacja nie przedstawiała się najkorzystniej. Niemcy zajmowali kluczowe pozycje, a alianci głowili się nad sposobem zdobycia wzgórza. 24 marca gen. Leese zaproponował gen. Andersowi, udział w ofensywie. 2 Korpus miał zastąpić na froncie uszczuplony Nowozelandzki II Korpus, a jego zadaniem miało być zdobycie Monte Cassino. Anders po zaledwie dziesięciominutowym namyśle zgodził się. Decyzja ta, przesądziła o udziale polskich żołnierzy w operacji „Diadem” zaplanowanej na 11 maja 1944 roku. Tak przedstawia się geneza bitwy. W swej pracy nie zamierzam jednak opisywać działań zbrojnych, czy też dokonywać prezentacji odtwórczej tej bitwy. Tematem, jaki wybrałem jest relacja naocznych świadków tej batalii. Mianowicie wspomnianego na samym początku gen. Władysława Andersa oraz Melchiora Wańkowicza, korespondenta wojennego. Moim celem jest skonfrontowanie opisów bitwy z dwóch źródeł. Jednym są wspomnienia Andersa a drugim Bitwa o Monte Cassino. Przyznam szczerze, że temat początkowo wydający się niezbyt trudny, wprawił mnie później w zakłopotanie. Relacja Andersa nie jest obszerna; zaledwie kilka stron. Zaś trzytomowe dzieło Wańkowicza jest, posługując się porównaniem z dziedziny wojskowości, „armatą potężnego kalibru”. Studiowanie obu przekazów stanowiło dość mozolną pracę, z uwagi na dysproporcje informacyjne. Andersa ogólnikowo przedstawia wydarzenia z maja 1944 roku, choć dziwić mu się nie można, gdyż Bez ostatniego rozdziału są wspomnieniami, jak wskazuje podtytuł, z lat 1939 – 1946. Wańkowicz z kolei skupia się na samej bitwie. W swym zamyśle postanowiłem wybrać pewne zbliżone opisy i dokonać ich porównania, wskazać na podobieństwa i różnice. Uznałem, że struktura porównań będzie dwojaka. Pewne zapiski Andersa, są bardzo zwięzłe, ograniczają się do kilku zdań, w przeciwieństwie do drugiego autora, który na ten sam temat pisze zdecydowanie więcej. W tej sytuacji wyjdę od opisu ogólnego, uzupełnionego szczegółowymi przykładami. Z drugiej strony, niektóre opisy Andersa są porównywalne z tymi u Wańkowicza, pod względem objętości i zbieżności tekstu, aczkolwiek mają pewne odmienności. Owe różnice postaram się nakreślić tworząc obraz całości danego problemu poprzez połączenie obu opisów. Z uwagi na charakterystyczny styl pisarski każdego autora, nie będzie trudnością jego właściwa identyfikacja. Chciałbym dodać, iż bardzo pomocne były Szkice spod Monte Cassino. Są one streszczeniem monumentalnego dzieła, i tym samym zawierają kwintesencję tematu, co pozwoliło troszkę przyspieszyć tworzenie mej pracy. Jako pierwsze, chciałbym poddać analizie, przygotowania do bitwy. Przed uderzeniem, gen. Andersa mocno zaangażował się w fazę planowania. Długie godziny upływały mu na studiowaniu map, fotografii lotniczych oraz na rozmowach z gen. Freybergiem, dowódcą wojsk nowozelandzkich, który przewodził poprzedniemu natarciu. Informacji o przeciwniku zdobył najwyraźniej wiele, co zaowocowało opisem umocnień, z charakterystyczną dla wybitnego wojskowego, terminologią i fachowością: Podstawą obrony był doskonały system ogni wszystkich broni stromo- i płaskotorowych, wzajemnie się uzupełniających i flankujących, o niesłychanej giętkości, pozwalających na wielkie koncentracje ognia w dowolnym punkcie. Arsenał niemiecki stanowiło 230 dział, 150 ciężkich dział w Atinie, 40 „neberwelferów”, no a poza tym zatrzęsienie moździerzy i broni lekkiej. Żołnierze rozpoczęli gromadzenie amunicji, żywności, wody i wszelkiego sprzętu, transportowanego w dość skomplikowany sposób. Wpierw na ciężarówkach, następnie lekkimi pojazdami mechanicznymi, dalej na mułach, zaś na najtrudniejszych odcinkach trasy przenosili je sami żołnierze. Dlaczego tak? Z odpowiedzią przychodzi relacja Wańkowicza. Z wąwozu Interno, ciężarówkami wieziono sprzęt do Covendish Road, zwanej Drogą Saperów Polskich. Nazwa wzięła się od tego, iż Polacy przez kilka tygodni pracowali nad jej poszerzeniem o kilka centymetrów, pomimo ostrej nawały artyleryjskiej. Jednakże droga ta była za wąska dla ciężarówek. Toteż przeładowywano zapasy na łaziki, zwane „bantanami” lub po prostu „jeepami”. Ich praktyczność podkreślano, żartując: Mówi się, że obecną wojnę wygrają cztery wynalazki: most Baileya, transfuzja krwi, radiolokacja i… łazik. Ale i łazik nie wszędzie mógł dotrzeć, w przeciwieństwie do muła. Zwierzę to jest niepłochliwe i wytrzymałe. Niektórzy uważali, że jest głuche, bo nie reaguje na odgłos wybuchu. Przeprowadzono w Iranie nawet specjalne doświadczenia polegające na rzucaniu petard pod nogi biednego stworzenia i badania jego reakcji lękowych na huk. Transport odbywa się w błyskawicznym tempie, głównie w nocy przy dodatkowym zadymieniu. A schemat takiego przejazdu jest następujący: Żandarm u wylotu daje znak – w mleko lecą ”Diabły” ze swoimi przyczepkami. Niemcy słyszą tylko jednostajny huk motorów, strzelają po omacku, a kiedy zbyt dokładnie zbombardują przystrzeloną krzyżówkę, z oratorium słychać soczyste „k… mać!”. Ale to nie jedyne obowiązki, jakie wypełnić musieli żołnierze. Do zadań saperów należało dostosowanie dróg do łatwego przejazdu pojazdów, oraz montowanie stanowisk artylerii, wykrywanie min, posiłkując się jedynie bagnetem i kije, bo wykrywacz nie reagował na polach usianych odłamkami. Oddziały łączności zajmowały się budową sieci połączeń oraz zakopywaniem kabli, co miało uchronić je przed zerwaniem spowodowanym uderzeniem pocisku. Łącznie przeciągnie 1790 mil kabli połączonych z 2300 aparatami. Co do maskowania kabli, żołnierze Dywizji Karpackiej mieli ogrom pracy, gdyż ich poprzednicy nie zakopali ani jednej linii. Przez dziesięć nocy posuwali się na kolanach maskując kable na polach najeżonych minami. Tak oto wyglądały przygotowania do wielkiej bitwy. Porównując sposób opisania tamtych wydarzeń, relacja Andersa jest jakbym planem. Punkt za punktem wymienia kolejne przedsięwzięcia swych żołnierzy. Uzupełnieniem, a raczej rozwinięciem są fakty i anegdotki przytoczone przez Wańkowicza, co powoduje, że obraz nie jest, kolokwialnie mówiąc, „drętwy”. Kolejną sprawą, do jakiej chciałbym się odwołać, jest chwila rozpoczęcia uderzenia. Pozwolę sobie przytoczyć relację obydwu autorów, aby ukazać zasadnicze różnice. W pierwszej kolejności spójrzmy na zapiski Andersa: Był spokojny wieczór 11 maja. O 2300 artyleria otworzyła ogień i na całym froncie 8. i 5. Armii rozpoczęła się ofensywa. Bez wątpienia opis ten do wybitnie dokładnych i szczegółowych nie należy. Sporządzony został, powiedziałbym dość „chłodno”. Brak w nim jakichkolwiek emocji; zwyczajne stwierdzenie zaistniałego faktu. Przypomina mi troszkę sprawozdanie komentatora sportowego z zawodów lekkoatletycznych. Zawodnicy stoją na linii, huk pistoletu dający sygnał do startu i komentarz redaktora: „Ruszyli!”. Krótko, zwięźle i na temat mówiąc ironicznie. Jakże odmiennym jest obraz przedstawiony przez Wańkowicza. Jest żywiołowy, zawiera dużo porównań i przenośni, co dodatkowo nadaje dynamizmu opisowi. Widać w nim nastrój i emocje, jakie towarzyszyły żołnierzom – ogromne zdziwienie wywołane siłą ataku. Reporter znajdujący się w okopach tak opisuje artyleryjskie kanonady: W promieniu naszej obserwacji słuchowej gra tysiąc kilkaset dział. Nieznane prawa akustyczne przenoszą huki gdzieś aż spod gór Arunzi, tłumią zupełnie odgłosy najbliższych bateryj, stojących tuż za załomem terenu, tak, że rozróżniamy je tylko po bezdźwięcznych blaskach. Jeśli są chochliki dźwięku, to dziwne korowody wyprawiają po tej zatłumionej górami obszernej dolinie, rwą pasma dźwięku, wskrzeszają je na nowo, konserwują dźwięk powstały długo, aż jego goniec – światło, dawno przebije czarny jedwab zasłony i zniknie. (…) w górach – powstają jakieś hurgotania, szurgota, przesuwania mebli, przeprowadzki, przelewanie się dźwięków, nadto wezbranych jak woda z kotliny w kotlinę, posuw dźwiękowy wąwozami i drobny werbel w niebie i głuchy szmer na ziemi i „staccata” dział ciężkich, przedzierających się jak dostojnicy przez plebs pohukiwań moździerzowych. Walki na Monte Cassino były bardzo ciężkie i krwawe. Obie armie niezmordowanie walczyły. Na polskich żołnierzy bezustannie spadały pociski artyleryjskie i broni małokalibrowej, Tu i ówdzie toczący się granat odbierał życie naszym bohaterom. Straty naszej armii były ogromne, co chwilę jedna polska dusza wzlatywała ku niebu. Relacja Andersa ukazuje ówczesną straszną rzeczywistość w odniesieniu do całości wojska: Nawet żołnierze tej samej drużyny w pochodzie lub próbie pochodu naprzód, padając w ogniu i zrywając się znowu po wybuchach bliskich lub pośród nich, tracą łączność, z biedą się odnajdują, nie doliczają swego stanu. Od samego początku padają zabici lub ranni, dowódcy baonów, kompanii plutonów, a dowództwo obejmują kolejno zastępcy i zastępcy zastępców. Jako przykładem wspierającym posłużę się opisem natarcia 13-ego batalionu nacierającego na wzgórze Widmo: Kompania kpt Kolatora idzie daleko w przód, niszczy bunkry, im więcej wchodzi w teren, tym bardziej ogień się zagęszcza. Sam Kolator, dwukrotnie ranny, zostaje ciężko ranny po raz trzeci, kiedy rzuca granatem w schron. Jego zastępca, por. Pietrzak, pada ranny. Komendę obejmuje por. Majewicz, ginie atakując bunkier miotaczem płomieni. Sierżant Wójt podaje komendę, żeby wiedzieli, że jest, kto dowodzi, że atak – trwa. Zarówno Anders jak i Wańkowicz zastosowali podobny sposób opisana tragedii. Mianowicie Andersa poszczególne części zdania oddziela przecinkami. Kropka w tekście jest chwilą pauzy, możliwością wzięcia oddechu. Pod Monte Cassino nie było chwil wytchnienia. Dowódcą zostaje zastępca, zastępcą – zastępca zastępcy. Wańkowicz tworzy krótkie zdania, którymi zasypuje czytelnika, niczym szybkostrzelny karabin bijący w żołnierzy. Można rzec, że obaj „strzelają” nazwiskami i stopniami. Nie jest to oczywiście niedocenianie wysiłku żołnierzy. W żadnym wypadku. Jak napisałem, jest to zabieg stylistyczny, mający na celu ukazać gwałtowność wydarzeń. Andersa zdaje sobie sprawę, że wysiłek podjęty przez jego wojsko jest wysiłkiem jednostkowym. Każdy żołnierz swą walką przyczynia się do zwycięstwa: Na tę jednak nieuchwytną całość ogólną składa się mnogość przeżyć oddziałów, pododdziałów, ba – nawet ludzi, już po prostu nie jednostek wojskowych, lecz ludzkich. (…) I z nich wyłania się dopiero epopeja całości. Ten pochód na wzgórze 593, na Gardziel i na Widmo, to jedno pasmo woli, męstwa, wysiłku i ofiary, którym razem dano miano bohaterstwa. Widać tu doniosłość i patetyczność. Jest to hołd dla tych żyjących i poległych. Nie jest przesadą podanie tych wartościowych słów jak wola, męstwo, wysiłek i ofiara. To polska krew znaczyła drogę do zwycięstwa. W czasie walk o wzgórze 593 pluton ppor Romańskiego już po raz piąty odparł natarcie nieprzyjaciela. Straty wyniosły siedmiu rannych i jeden zabity. Pozostało mu zaledwie siedemnastu żołnierzy, ale z brygady przychodzi rozkaz: Trwać! Żołnierze wiec bronią się dalej. Odbili szóste uderzenie, lecz pozostało ich tylko dwunastu. Nagle z 593 sypie się na nich grad granatów. (…) żołnierze Romanowskiego wycofują się wlokąc rannych, których na ich rękach dobijają pociski. (…) jest ich pięciu i niosą dwu rannych. Niesamowite jak wielkiego ducha bojowego mieli Polacy w sercach. W czasie bitwy miało miejsce wydarzenie, świadczące o niespotykanej ofiarności: Strzelec Bułat, któremu mina urwała nogę, wstaje, woła: „Koledzy, przeze mnie, oczyszczę wam drogę” i pada wzdłuż całym ciałem na ścieżkę, detonując pod sobą dalsze miny. Korzystając z jego ofiary inni przeskakują dalej. Zdarzały się jednak przypadki utraty wiary w zwycięstwo. Podczas ataku na S. Angelo, tzw. Górę Anioła Śmierci, żołnierzy dopadła histeria. Tu i tam rozlega się spazmatyczny szloch. Jeden z żołnierzy, obojętny na wszystko, podnosi się i siada na wystającej skale jakby to była ławeczka w parku. Jedno pyknięcie – zabija go strzelec wyborowy. Ten obraz Wańkowicza wywołał u mnie mieszane uczucia. Ludzka rozpacz przeradzająca się w zwątpienie, została ”pyknięta” i się skończyła, wraz z życiem nieszczęśnika. Żołnierz powinien być twardy, ale nie jest on maszyną. Ten odosobniony jednak przypadek nie dotyczył całości. Wizerunek żołnierzy, przedstawiony przez Wańkowicza, nie jest do końca taki szary. Muszę tu przyznać, że tylko Polacy potrafią odnaleźć szczęście w nieszczęściu, i zachować pogodę ducha. Zabawne zdarzenie miało miejsce podczas ataku na S. Angelo. Oddział majora Stańczyka został przyciśnięty ogniem. W pewnym momencie major odwraca głowę i krzyczy: Dobry znak, chłopcy! Ci zaciekawienie pytają między sobą: Czołgi nasze idą? Niemcy się poddają? A Stańczyk podniósłszy but mówi: Dobry znak! W gówno wdepnąłem! Pozwolę sobie przywołać jeszcze trzy sytuacje, które wywołały uśmiech na mej twarzy. Ogólnie na froncie o sen ciężko. Żołnierze starali się jak mogli, aby znaleźć sobie ciche miejsce. Ale nie było to możliwe, gdy obok prują karabiny i działa. Jak pisze Wańkowicz: Na spanie nie ma gorszej cholery jak ciężki pelot. Dowcipnisie obsługujący pelot po zakończonym strzelaniu… dzwonili do swego dowódcy, meldując z radością, że wykonali zadanie. Na to markotny pułkownik, któremu nie dali spać, mruczał A wiem. Polacy złapawszy kapitana Beyera, oficera niemieckiego, przetransportowali go do punktu opatrunkowego, gdzie amputowano mu nogę. Wywiązał się tam taki oto dialog: - To na niemieckiej minie? -Nie na niemieckiej, a na włoskiej; gdyby na niemieckiej, to już bym nie żył. - Co on mówi? - Chwali miny niemieckie… Zamilkli. Obracają w głowie. - Księdza by wołał, a on – propagandę – ktoś mruknął. Inna sytuacja zdarzyła się już po zwycięstwie: Ze wzgórza 450 prowadzi nasz żołnierz Niemca. Jakiś ostatni Mohikanin z Klasztoru. Zainteresowanie ogólne zmienia się w wybuchy śmiechu, kiedy doprowadzony Niemiec z zadowoloną gębą prosi niezaprzeczalnie mazurską niemczyzną: „Bitte ein papiro”. Bo to strz. Podgórski włożywszy niemiecki hełm i płaszcz udawał jeńca wojenngo. Wańkowicz ukazał także dwie przeciwstawne sobie cechy, mianowicie żądzę zemsty i honor żołnierza. Pomimo ogromnej złości i chęci odwetu, honor nie pozwalał na wymierzanie samosądów. Miało to miejsce już po bitwie pod Monte Cassino. W zdobytym Piedimonte wzięto do niewoli jeńców. W walkach o to miasto jeden snajper zastrzelił członków 5 Dywizji Kresowej: Tarnowskiego, Kołodziejczaka, Kuczuka. Tenże snajper był jednym z jeńców, nieustannie proszącym o wodę. Koledzy z Dywizji gotowi byli roznieść go na strzępy, Ty… ścierwo – pada ciężkie słowo, napojone tak straszną nienawiścią. Wszystko wskazało, że ważą się ostatnie chwile Niemca. Lecz oficer łącznikowy korpusu, kpt Weiss rozkazem Niech no który skoczy po wodę nie dopuścił do zemsty. W uczciwej walce tak, ale zabić bezbronnego to tchórzostwo i hańba. Tak robili właśnie hitlerowcy… Niby Ci sami a jednak inni. Żołnierze u Andersa są otoczeni nimbem chwały, są mężni i waleczni. U Wańkowicza też, ale są to także ludzie weseli, czujący gniew i strach. Mają chwile słabości. Nie są wyidealizowanymi obrazami rycerza. Są z krwi i kości tak jak my. Dlatego są lepsi od wyidealizowanego rycerza. Chciałbym teraz porównać opis zniszczeń po bitwie. Na początku muszę przyznać, że obie relacje dokładnie opisują ogrom zniszczeń. Różnica uwydatnia się w sposobie przedstawienia. Aby lepiej zobrazować przytoczę obie relacje, wpierw dowódcy 2 Korpusu: Jakżeż straszliwy widok przedstawiało pobojowisko. Naprzód zwały niewystrzelonej amunicji wszelkiego kalibru i każdej broni (…). Gdzieniegdzie stosy min (…). Na wzgórzach lej obok leja, krater obok krateru, po bombach i granatach. Wśród nich walające się strzępy mundurów, porozrzucane hełmy sojusznicze i niemieckie, karabiny ręczne i maszynowe, granaty ręczne, skrzynki amunicyjne, zwoje drutów kolczastych i pułapki minowe na każdym kroku. Jest to opis pozbawiony środków stylistycznych. Zwykłe, szorstkie wyliczenie zniszczeń. Jedynie Andersa w kilku fragmentach ubarwił swój język: Trupy żołnierzy polskich i niemieckich, czasem splecione w ostatnim śmiertelnym zwarciu. Powietrze przesycone wyziewami rozkładających się zwłok. Bardziej oddziaływają one na wyobraźnię. Andersa oddał trupią atmosferę – ciała zastygłe w martwym bezruchu, fetor zgniłych zwłok. Z kolei Wańkowicz tak koszmarnie i ponuro opisał „krajobraz”, że aż ciarki przechodzą. Zwłoki są wynaturzone, ułożone w nienaturalnych pozach, istna hekatomba. Makabryczne przenośnie jeżą włos na głowie, porównania rodem z horroru, całości dopełniają epitety: Wzdłuż drogi pod ścianami, pod studnią, przy jakieś klitce gospodarczej – trupy, trupy, trupy. (…) Trupy są wzdęte, sine, żółte intensywną, nieludzką sinością i żółtością, głowy są rozpuchłe w jedną kulę, jak wielkie fioletowe bakłażany. W innym fragmencie swej książki, napisał: Głowa Hindusa oderwana od ciała, zasuszona, z zachowaną skórą i włosami, szczerzy zęby. Wyryte przez pociski piszczele świecą biało, szkielety oderwanych rąk wyglądają swymi chrupkimi kostkami jakieś pomniejszone, jak jakieś makabryczne „porte bonheur’y”, zasuszone łapki królicze, które noszą ludzie przy sobie „na szczęście”. Władysław Anders tak napisał na wstępie do swej książki: Żołnierzom i bojownikom sprawy polskiej w Kraju i na obczyźnie poświęcam tę książkę. Wańkowicz z kolei powiedział o swym dziele: Należało, aby przeszła do historii w glorii czynu wojskowego dźwigniętego patriotyczną ofiarą. Takim czynem ta bitwa była i taki czyn postanowiłem utrwalić. Jak widać obu autorom przyświecał ten sam cel – ukazanie odwagi i waleczności polskich żołnierzy. Cel ten sam, ale wykonanie inne. Sposób w jaki opisał Anders tamte wydarzenia, jest bardzo ogólnikowy. Nie podaje szczegółów, jest bardzo zachowawczy w swej relacji. Język jakim się posługuje jest prosty, fachowy, typowy dla żołnierza. Pozbawiony środków stylistycznych, ekspresji i emocji. Popada w patetyzm, ukazując żołnierzy w glorii i chwale, opisuje ich męczeństwo i niespotykane męstwo. Są oni żołnierzami z ludzką naturą. Brak jakichkolwiek przykładów ich zachowań, nastrojów. Zupełnie inaczej sprawa przedstawia się u Wańkowicza. „Jego” żołnierze, z tacy jak my. Z krwi i kości, miewają wzloty i upadki. Są twardzi ale też wrażliwi, mściwi ale honorowi. Nie można jednak powiedzieć, że Wańkowicz nie oddał ich bohaterstwa, gdyż w całym dziele jest mnóstwo przykładów. Reporter jest bardzo plastyczny w przedstawianiu realiów wojny. Niektóre fakty przemienia w homeryckie przenośnie, barwnie relacjonując. Czasem jest realistyczny, dokładny, komentuje wydarzenia bez zbędnych frazesów. Potrafi także człowieka zniesmaczyć, jak w przypadku opisu zniszczeń i trupów po bitwie. Czytając Wańkowicza czuje się atmosferę tamtych wydarzeń. Ja sam poczułem jak obok mnie świszczą kule, padają ranni. Obraz autora oddziałuje na psychikę. Być może dlatego, iż w mojej rodzinie, dokładnie wujek mojej babci walczył w 2 Korpusie. Stąd takie bardzo osobiste podejście. Sądzę że doskonałym podsumowaniem, które odda styl Andersa i Wańkowicza oraz to, co starali się przekazać, bedzię krótka, niosąca potężny ładunek emocjonalny pieśń, poświęcona Andersowi i jego dzielnym żołnierzom: Czy widzisz te gruzy na szczycie? Tam wróg twój kryje, jak szczur! Musicie! Musicie! Musicie! Za kark wziąć i strącić go z chmur! I poszli szaleni, zażarci, I poszli zabijać i mścić I poszli – jak zawsze – uparci! Jak zawsze – za honor się bić. Czerwone maki na Monte Cassino Zamiast rosy piły polską krew… Po tych makach szedł żołnierz i ginął Lecz silniejszy od śmierci był gniew Przejdą lata i wieki przeminą Pozostaną ślady dawnych dni! I tylko maki na Monte Cassino Czerwieńsze będą, bo z polskiej wzrosły krwi! Bibliografia: Źródła: 1. Anders Władysław, Bez ostatniego rozdziału. Wspomnienia z lat 1939 – 1946, Lublin 1995. 2. Wańkowicz Melchior, Bitwa o Monte Cassino. Tom I – II, Warszawa 1989. 3. Wańkowicz Melchior, Szkice spod Monte Cassino, Warszawa 1978. Opracowania: 1. Wawer Zbigniew, Bitwa o Monte Cassino, „Rzeczpospolita. Zwycięstwa oręża polskiego” 2006, nr 20. Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.
szkice spod monte cassino bohaterowie